Sny o potędze

nigdy.nie.budź.noworodka

Im bardziej przyglądam się temu zdjęciu, tym bardziej rozumiem.

Bardzo, bardzo dobrze jest usłyszeć wrzask i że 10/10. Człowiek staje się znacząco lżejszy. Do momentu, aż wyrzucą go na korytarz ze świeżo zawrapowanym obywatelem, który zdecydowanie zabierzciemniestąd zpowrotemiocowogólelchodzi i trochę strach mimo szkoleń, mimo całej tej teoretycznej wiedzy, wziąć na ręce. A potem jedzie już samo. I człowiek zajeżdża na stację benzynową w niemal kompletnym stroju z bloku operacyjnego.

Bardzo, bardzo dziwnie jest pomyśleć sobie, że gość kiedyś wygrzebie (albo jemu wygrzebią) z otchłani internetów, fejsbuków i blogasków sweetfocie z okresu radykalnie wczesnego. I co mi zrobiliście, zniszczyliście mi życie, ekshibicjoniści cholerni. I trochę się człowiek powstrzymuje. Przed publikacją, bo trzaskanie niewprawnych fotek seriami do zapchania karty i tak zostaje.

Mój dziecięco – młodzieżowy album kurzy się jeszcze gdzieś w rodzinnym domu. Wyciąga się go w tych wspominkowych momentach lekkiej kompromitacji i zażenowania, tu zobacz, na kolanach mikołaja, to Gwiazdka z zerówki, WTF na kolanach obcego faceta sadzać, nic dziwnego że przerażona mina. Tu jako jedyny w sweterku, zobacz jakie słodkie grzeczne dziecko. Szkoda że potem się tak popsuł.

Spoglądając na stare zdjęcia – jeszcze z repertuaru własnej babci – cholera, z prehistoryczną techniką, bez filtrów dolnoprzepustowych i stara radziecka produkcja, a patrz pan, jaka jakoś. Jaka odbitka. Taka stara, a taka wyraźna. Nasze dziecięco-młodzieżowe zdjęcia nie są już tak wyraźne, nie mają tego klimatu. Tej szczypty magii. Czy będą miały za dekadę, dwie? Pięć? Czy kiedykolwiek wywołam swoje mizerne foto, czy raczej wrzucę hurtem na nośniki modląc się o łaskawość do Wszechobecnej Entropii? Czy czas już założyć nowy, jeszcze nie zakurzony album – w offlinie?

***

Patrzę na to zdjęcie i trochę rozumiem obawy antyszczepionkowych rodziców. Małe to, bezbronne, a igły przecież takie duże. Matki mdleją i dostają histerii przy prostym pobraniu krwi od młodocianych obywateli/obywatelek. Nie dziwne, że się boją.

Ale trochę rozumieć to nie to samo, co się zgadzać. Teraz dla odmiany ja boję się ich. I ich dzieci. Odsyłanie ich do Barta i Sporothrix, których podziwiam za ciężką orkę widelcami po stwardniałej i upstrzonej bzdurami okołoszczepionkowej glebie, nie działa – nie przeczytają. ONI WIEDZĄ. Wiedzą, co jest najlepsze dla swoich dzieci, wiedzą co jest najlepsze dla nich. I mówią, że wolą wolność wyboru. Tylko przez swój wolnościowy moralny hazard trochę tak jakby odbierają spokój mnie. Do okresu przedszkolnego jeszcze szmat czasu, wiem. Wszystkie prawdziwe wyzwania jeszcze przed nami. Alle już zaczynam się martwić, bo z każdą kolejną eksplozją antyszczepionkowej histerii – jest coraz gorzej

***

Patrzę na to zdjęcie i zdaję sobie sprawę, jak bardzo polityka i bieżące przepychanki zarazem straciły, jak i zyskały na znaczeniu. Straciły, bo trochę trudno zawinąć dobę tak, żeby starczyła na wszystko. Zyskały, bo nasi spece od wszystkiego na zmianę szykują coraz śmieszniejsze prawo, albo migają się od przyklepywania tego, co ważne. Ale to wszystko jeszcze nie teraz. Teraz jeszcze śpi. I knuje. Wygląda, jakby knuł.

Tagged , , , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Sny o potędze

  1. gilbi says:

    🙂

  2. eulalia87 says:

    serdeczne gratulacje! trzymam kciuki i nie daj się zwariować…

  3. Black Ops says:

    Thx. Poza porankami – jest dobrze, a świrować nie świrujemy… na razie.

    Posyłam uściski. Jedną ręką, bo na drugiej ktoś leży.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *